Harry Styles: Idealny chłopak, gwiazda popu w „Harry’s House”

W „Boyfriends” – uroczej, akustycznej balladzie w stylu Laurel Canyon z jego nowego albumu „Harry’s House” – Harry Styles przedstawia niektóre z wielu powodów, dla których należy unikać takich postaci.

„Uważają cię za pewnik”, śpiewa, harmonizując ze sobą jak jednoosobowy Crosby, Stills & Nash. Dzwonią tylko wtedy, gdy „nie chcą być sami”. Co najgorsze, zwraca uwagę, zaczynają „pić potajemnie”, w którym to momencie „trudno się zorientować”, o czym myślą.

Kiedy Styles, który zyskał światową sławę w brytyjskim zespole chłopięcym One Direction, zanim pojawił się jako solowy akt, zadebiutował „Boyfriends” na Coachella W zeszłym miesiącu 28-latek przedstawił piosenkę, pytając, ile osób z festiwalowego tłumu miało chłopaka, a ile nie. Potem dodał: „Do chłopaków na całym świecie: K— ty”.

Niewypowiedzianą obietnicą utworu jest oczywiście to, że Styles jest inny – gdyby miał szansę, okazałby się wyjątkiem od reguły, że mężczyźni to śmieci. I rzeczywiście, reszta „Harry’s House” w piątek jest wypełniona czułymi zapewnieniami o jego emocjonalnej dyspozycyjności (nie wspominając o jego erotycznej pomysłowości).

„Gdybym był bluebirdem / poleciałbym do ciebie”, nuci wesoły riff syntezatorowy w „Daylight”, „Byłbyś łyżką / zanurzyłbym cię w miodzie, żebym mógł się do ciebie przyczepić”.

Jednak nuta sojuszu, którą uderza w „Chłopakach”, w których ostrożnie unika płci osoby, do której się zwraca, wydaje się kluczowa dla całego przedsięwzięcia Harry Styles; to odróżnia go od wielu niegdysiejszych nastoletnich idoli, którzy go poprzedzili – i część tego, co sprawiło, że stał się tak samo przebudzonym liderem myśli pokolenia Z, jak imieniem kamizelki bez koszuli.

Styles oznacza włączenie, szacunek i wrażliwość, choć nic z tego nie odbyło się kosztem wijącego się uroku, który rozlał po całej scenie Coachelli w kombinezonie wysadzanym tęczowymi cekinami. Nasz człowiek Harry to rozumie; jest kimś, komu można się zwierzyć i kimś, do kogo można się ślinić, nowoszkolną łodzią marzeń, która określiła swoją tożsamość seksualną na tyle niejasno, że każdy zainteresowany może wejść na pokład.

Na swoich pierwszych dwóch solowych płytach, muzyka Stylesa – sprytny pastisz szeleszczących elementów dad-rockowych – również odróżniała go od takich artystów jak Shawn Mendes, Justin Bieber i Timberlake. Tym razem, odkładając na bok kilka rustykalnych, powolnych, przeniósł się z lat 60. i 70., by objąć te same brzmienia lat 80., które wielu jego rówieśników ma: „As It Was”, główny singiel z albumu, rzuca haczyk na tykanie. A-ha groove pożyczył Weeknd do „Blinding Lights”; „Muzyka dla restauracji sushi” ma gumowatą linię basu i beczące rogi Fine Young Cannibals.

W całym „Harry’s House” długoletni producenci Styles, Kid Harpoon i Tyler Johnson, grają na migoczących klawiszach, dudniących bębnach i szorujących post-disco gitarach; John Mayer, świeżo po zeszłorocznym filmie „Sob Rock” z okresu zimnej wojny, wpada, by zagryźć smakowite utwory „Cinema” i „Daydreaming”. (Inni goście to Pino Palladino, Ben Harper i Dev Hynes z Blood Orange, z których dwaj ostatni będą odpowiednio otwierać Styles, kiedy jesienią założy sklep na 10-nocne występy w Kia Forum i w Nowym Jorku Madison Square Garden.) Wokalnie Styles łatwo przechodzi od wystudzonego nucenia do gorącego i niespokojnego skowytu, ochrypły niższy rejestr do porannej rozmowy na poduszkę i zwiewny falset, by pokazać, że nie obchodzi go, kto wie, jak on czuje.

Nowy album Harry’ego Stylesa „Harry’s House”.

(Muzyka Sony)

Jeśli wybory produkcyjne Stylesa zbliżyły go do głównego nurtu Top 40 – „As It Was” znalazł się na liście Hot 100 Billboardu na nr. 1 dla swojego drugiego lidera list przebojów po „Watermelon Sugar” w 2020 roku – jego liryczne podejście stało się właściwie bardziej idiosynkratyczne. Może być trudno wydobyć wiele poczucia wewnętrznego życia Stylesa z jego wczesnych utworów, ale te piosenki są bogate w żywe i intymne szczegóły: kochanek, na którym mógłby ugotować jajko, przyjaciel dzwoniący, by zapytać, jakie narkotyki zażył, kobieta w „dresie i kucyku”, która ukrywa „ciało, które dała ci joga”.

„Harry’s House” to zdecydowanie najbardziej napalony album Styles; „Little Freak” wspomina o „mokrym śnie po prostu zwisającym”, podczas gdy „Cinema” każe mu zdecydować: „Jeśli robisz się dla mnie mokry, myślę, że jesteś cały mój”. Jednak, jak sugeruje tytuł płyty, Styles jest również w rodzinnym stanie umysłu, prawdopodobnie wywołanym przez pandemię; ciągle szkicuje przytulne domowe sceny rozgrywające się w kuchniach, ogrodach i sypialniach. „Keep Driving”, który mógłby uchodzić za Vampire Weekend, opowiada o podróży dla dwojga, łącząc ze sobą kilka obrazów, w tym „paszporty w studni na nogi”, „zamieszki w Ameryce”, „kokaina” i „bok”. Nie jestem pewien, do czego to wszystko się składa, ale to klimat, bez wątpienia.

Najbardziej poruszający moment albumu nadchodzi pod koniec tego, co Styles opisuje we linijce jako Side A. (Stare tatusiackie nawyki ciężko umierają). Podobnie jak w „Hope Ur OK” Olivii Rodrigo, „Matilda” doradza kumplowi, który był maltretowany. że jest uprawniona do wycinania z jej życia członków rodziny, którzy ją skrzywdzili: „Nie musisz żałować, że odchodzisz i dorastasz”, mówi jej, przekrzykując palcami gitarę akustyczną, „Gdziekolwiek nie pójdziesz, nie”. t potrzebuję powodu / „Ponieważ nigdy nie okazywali ci miłości”.

Jeśli chodzi o empatię gwiazd popu, jest tam z najlepszymi.

Leave a Comment