„Londyn, tak bardzo cię kocham”

Po pierwsze: Adele pokazał się.

I pod wieloma względami była to największa przeszkoda, jaką Adele musiała pokonać na swojej drodze do triumfu na pierwszym z dwóch koncertów na londyńskim festiwalu American Express Presents BST Hyde Park.

Więcej od Variety

Widzisz, ostatnim razem, gdy Adele była główną gwiazdą ogromnego biegu na świeżym powietrzu w swoim rodzinnym mieście, w 2017 roku, odwołała ostatnie dwa koncerty swojego zaplanowanego czterodniowego występu na stadionie Wembley po uszkodzeniu strun głosowych. W rzeczywistości był to jej pierwszy pełny występ na żywo od tego czasu.

Niedawno pojawiła się mała sprawa jej rezydencji w Las Vegas, która została złomowana w ostatniej chwili, pozostawiając wielu brytyjskich fanów w Sin City. Kiedy więc Adele opublikowała „Kto jest gotowy na jutro?” na Instagramie przed tym wielkim show wiele osób mogło równie dobrze odpowiedzieć w stylu: „Miejmy nadzieję, że jesteś gotowy…”

Dodaj kilka skarg na koszty niektórych biletów na te dwa koncerty o pojemności 65 000 osób (chociaż prawie nie różniły się one od innych głównych koncertów) i ogólne wrażenie, że Adele – kiedyś jako Londyn jak węgorze w galarecie – mogła „odejść całe LA ,” jej adoptowany dom, i masz powody do pierwszych przebłysków, cóż, niezupełnie rodzinnej furii. Ale na pewno dobre, staromodne brytyjskie narzekania na największą gwiazdę Wielkiej Brytanii, która może stracić kontakt ze swoimi korzeniami.

Nic z tego nie powstrzymało skalperów wychodzących z mocą, a ich mantra „Bilety dla Adele, kup lub sprzedaj” rozbrzmiewała echem po podejściu do Hyde Parku. Najwyraźniej nie przeszkodziło to setkom fanów, którzy pojawili się wcześniej, by posłuchać jej próby dźwięku zza płotu wcześniej tego dnia, ani takim jak Cameron Diaz, Tom Cruise i James Corden w zdobyciu biletów na jej pierwszy występ.

Ale znaki były takie, że dzisiejszy wieczór niekoniecznie będzie zgodny z prostą narracją o „powracających triumfach supergwiazd w rodzinnym mieście”, której można się spodziewać. Dopóki Adele nie zaczęła śpiewać.

Wyszła z minimalną fanfarą, ubrana w elegancką czarną suknię i wyraziste kolczyki, śpiewając „Hello”. Ale ledwo przebrnęła przez pierwszą linijkę, zanim wykrzyknęła: „Jestem taka szczęśliwa, że ​​tu jestem!” i prosząc tłum o pomoc wokalną.

Od tego momentu publiczność była w pełni po jej stronie, a słowa każdego hymnu łamiącego serce odbijały się echem wśród pozornie niekończących się rzędów fanów cieszących się wieczornym słońcem.

Ale Adele i tak je pracowała. „Dziwnie jest znów być przed tłumem” – powiedziała w pewnym momencie, ale tak naprawdę pozostaje naturalna. Sugerowanie, że jej przekomarzanie się między piosenkami zawiera tyle przebojów, ile rzeczywisty element muzyczny zestawu, stało się banałem, ale to prawda.

Z pewnością trudno sobie wyobrazić, aby jakakolwiek inna globalna supergwiazda ogłaszała: „Ja kurwa srałam!” tak jak zrobiła to Adele przed hałaśliwym „I Drink Wine”, wszystkie przesadne unoszenie brwi i gadanie do fanów, którzy wyglądali, jakby co do joty stosowali się do rad zawartych w tytule piosenki. Ale wielu innych piosenkarzy nie potrafiło porównywać stylu, czytając tablice zawieszone w tłumie i gratulując ludziom z okazji urodzin, rocznic, „przyjęć rozwodowych” czy wyników egzaminów („Nie wszystkie egzaminy oblałem i radzę sobie dobrze ”) lub po prostu za przybycie tutaj z tak odległych miejsc, jak Brazylia, Nowa Zelandia i Stany Zjednoczone.

Jeden fan wspomina nawet o Wembley. – Przychodziłeś na koncerty, które odwołałem? pyta z przerażeniem. „To piąta rocznica, prawda? Nie zamierzałem tego poruszać…”

Większość wymian była mniej niezręczna. W rzeczywistości, gdy gawędziła o tym, że nie spała do późna, by popijać „Stranger Things”, jej przyjemności z memów Britney Spears lub zabrania syna na spotkanie z Billie Eilish w O2 Arena („Była nieskazitelna”), łatwo było o tobie zapomnieć nie był na koncercie stand-up lub występie rozrywkowym w lokalnym pubie. A przynajmniej tak było, gdybyś ją słyszał – okrzyki „Podkręć to! Podgłośnij to!” spoza złotego kręgu było wyraźnie słychać ponad jej pogawędką, choć pozornie nie przez samą Adele.

Mimo to, w regularnych odstępach czasu, wybuchał ważny koncert. Wydaje się, że w ostatnich latach Adele zachowała swoje najbardziej spektakularne wokale dla swoich najsłabszych piosenek, ale kilka przystanków pozostało niewykorzystanych jako „Skyfall” (po tym, jak Adele zatrzymała go po raz pierwszy, aby ochrona mogła pomóc komuś z tłumu) i „ Easy on Me” przypomniała wszystkim, jaką silną, znakomitą piosenkarką pozostaje.

To może być równie dobrze. W czasach, gdy nawet trasy koncertowe Eda Sheerana zawierają obracające się sceny i wiele efektów, większość setów Adele polegała mocno na jej głosie, aby zapewnić fajerwerki. I zrobiła – wykonując wzdłuż wybiegu „All I Ask”, „Make You Feel My Love” (spontaniczny, nieprzećwiczony wybór, który nie znalazł się na początkowej setliście) i „Someone Like You”, wsparte jedynie fortepianem i 65 000 głosów.

„Jak zapewne wiesz, nie mam wielu szybkich bangerów” – powiedziała w pewnym momencie. Ale w rzeczywistości te, które zrobiła, znalazły się wśród najważniejszych wydarzeń – bezczelny „Rumor Has It”, swingujący „Oh My God” i strzelisty „Set Fire to the Rain”, przypominający tłumowi, że był to festiwal, a nie bardziej intymny wieczór.

Ten ostatni nawet zauważył, że pojawiły się efekty specjalne, ponieważ ktoś wziął tytuł dosłownie (piosenki Adele wydają się mieć taki wpływ na ludzi), a połączenie prawdziwego ognia i sztucznego deszczu wysłało czarne pióropusze dymu kłębiące się po Hyde Parku. Patriotyczne konfetti w kolorze czerwonym, białym i niebieskim pojawiły się, gdy nieodparte „Rolling in the Deep” zamknęło główny zestaw.

Podczas bisu Adele była gotowa do (ustronnie) zwracania się do słoni na, hm, na polu. „Wiem, że wiele rzeczy wydarzyło się z tym albumem, wiem, że wielu z was czuje się zawiedzionych, a ja jestem upokorzona” – powiedziała, nie podając szczegółów, po cudownie emocjonalnym „When We Were Young”. „Ale traktuję moją muzykę bardzo poważnie i musiałem to zrobić”.

Czy to uspokoi tych, którzy wciąż czekają na Vegas, okaże się, ale w terenie wydawało się, że wystarczyło, aby przywrócić kobiecie Adele status ludu, gdy wybuchły entuzjastyczne oklaski.

– Londyn, tak bardzo cię kocham – uśmiechnęła się w odpowiedzi. “Więc dużo.” I to uczucie było wyraźnie wzajemne. Gdy ostatnie, przesiąknięte strunami „Love Is a Game” dryfowało po polach, kilka prawdziwych fajerwerków rozświetliło tłum i przybyło więcej konfetti. Tym razem były to różowo-czerwone serca, doskonale symbolizujące odnowiony romans między stolicą Wielkiej Brytanii a jej marnotrawną córką.

Bo w końcu Adele zrobiła to, co (prawie) zawsze robi: pojawiła się, śpiewała i zwyciężyła.

Najlepsze z różnorodności

Zapisać się do Biuletyn Variety. Aby otrzymywać najnowsze wiadomości, śledź nas na Facebook, Świergotoraz Instagram.

Kliknij tutaj, aby przeczytać cały artykuł.

Leave a Comment